Zagubiony w lesie Arłamów
Znów zaglądamy do mapy. Tym razem kierunek Arłamów. To tu na potrzeby komunistycznych
notabli wybudowano ogromny, luksusowy hotel, w którym większość wolnych chwil spędzali
m.in. Gierek, Jaroszewicz i Breżniew. Pod czujnym okiem straży granicznej polowali
na specjalnie wyznaczonym obszarze, jeździli konno, pili i bawili się do białego
rana. Obecnie w hotelu może zatrzymać się każdy lub prawie każdy, bo ceny są w
stanie odstraszyć nawet zamożnych turystów. Hotel w Arłamowie leży na szczycie góry.
Wiedzie do niego wąska, idealnie utrzymana droga. Tuż za nim rozciąga się długi
pas dawnego lotniska. U stóp wzgórza szemrze strumyk. Wije się, podskakuje na kamieniach
i obmywa pnie starych drzew owocowych. W tym miejscu porozrzucane były łemkowskie
wsie, które spacyfikowano po II wojnie światowej. Jedynym śladem po nich są właśnie
te drzewa i nierówny, nienaturalnie pofałdowany teren.
Kręcąc się po okolicy ni stąd, ni zowąd natykamy się na znajomych Adama - Stefana
i Jego żonę Anię. To oni zabierają nas na lotnisko w Arłamowie i cierpliwie oprowadzają
po różnych ciekawych zakątkach. Pod wieczór wspólnie podjeżdżamy do Posady Rybotyckiej,
gdzie mieści się najstarsza w Polsce cerkiew obronna. Sama osada przed wojną liczyła
ok. 700 mieszkańców, których po 1945 r. wysiedlono na Ukrainę. Pozostało kilka domów
oraz murowana, śnieżnobiała cerkiew p.w. św. Onufrego. Cerkiew została zbudowana na
przełomie XIV i XV w., a zatem w przeważającej części utrzymana jest w stylu gotyckim.
W niczym nie przypomina poprzednich cerkwi - wąska, wysoka, kryta namiotowym dachem.
Podobno wewnątrz znajduje się unikalna polichromia bizantyjska z XVI w. Aby ją zobaczyć,
trzeba zastukać do drzwi jednego z okolicznych domów, bo któremuś z mieszkańców
powierzono funkcję "świątynnego klucznika". Całość otoczona była podwójnym pierścieniem
murów obronnych, z których do dziś zachowały się jedynie dolne, ziemne umocnienia.
Nieubłaganie nadciąga wieczór. Wąskimi drogami mkniemy w stroną knajpki "Belvedere".
Po bokach migają nam białe sarnie kuperki. Jest ich sporo, bo jak się później dowiadujemy,
tutejsze lasy obfitują w zwierzynę.
W "Belvedere" głośno gra muzyka. Serwują wszystkie dania z karty. Zamawiamy placek
po bieszczadzku, który po dwóch dniach stanie się żywieniowym hiciorem wyjazdu.
Zdjęcia dostępne są w postaci plików w wysokiej rozdzielczości z przeznaczeniem do publikacji oraz w formie
powiększeń do wystroju wnętrz. Prezentowane fotografie stanowią jedynie mały fragment kolekcji.
Jeżeli szukasz innego ujęcia to napisz. Serdecznie zapraszam do współpracy!
© Adam J. Ławnik