Śladami Łemków
W środku nocy budzi mnie budzik. To Adam wyrusza na poranne fotograficzne łowy.
Pod lufę obiektywu idą różne ciekawe miejsca i budowle, na czele z dymarkami węglarzy.
Dym z dymarek, nasycony pierwszymi promieniami słońca, zmienia się w złoto-żółtą
smugę. Adam rozstawia statyw na pobliskiej górce, z której będzie mieć oko na okolicę.
Skierowuje aparat w stronę koczowiska węglarzy i nagle słyszy: "- Co ty tam robisz?".
Rozgląda się nerwowo z nadzieją, że słowa kierowane są do kogoś innego. Szybko jednak
utwierdza się w przekonaniu, że obok nie ma żywego ducha. Hmmm... Jak gość pyta, trzeba
odpowiedzieć. A zatem: "- Ja? Zdjęcia krajobrazowe. - Mam do ciebie, kur..., iść?! -
Nie, dzięki, poradzę sobie." Pach, pach strzela migawka. Dwie klatki i pospieszny
powrót do samochodu, bo i po co narażać się miejscowym...
Od rana słońce bawi się z nami w ciuciubabkę. Jedziemy w okolice Hulskiego i Krywego,
w miejsce, gdzie kiedyś tętniły życiem dwie łemkowskie wsie, założone na prawie wołoskim,
dziś opustoszałe, zarosłe burzanem i innym wysokim zielskiem. Gliniastą, mokrą drogą
wspinamy się pod górę, aby po chwili znaleźć się na stoku, z którego roztacza się
niezwykły widok na dolinę, niegdyś zamieszkałą przez mieszkańców Krywego. Ruiny cerkwi
giną między konarami starych drzew. Strumień wije się w poprzek doliny, co i rusz
zahaczając o wystające kępki traw. Schodzimy do samego serca doliny, a potem, brodząc
po kostki w kaczeńcach, przedostajemy się do cerkwi.
Pierwsza wzmianka o Krywem pochodzi z 1526 r. Właścicielem wsi była wówczas rodzina
Kmitów. Na przełomie XVIII i XIX w. wieś przeszła w ręce rodziny Łużyńskich, którzy
rozbudowali dwór, a w 1842 r. ufundowali cerkiew p.w. św. Paraskiewii. W latach 30-tych
XX w. wieś liczyła 597 mieszkańców i składała się z 82 domów. W 1945 r. dwór i tartak
zostały spalone przez UPA. Rok później rozpoczęły się masowe wysiedlenia na
ukraińskie tereny ZSRR. Część mieszkańców schroniła się w okolicznych lasach i właśnie ci,
w 1947 r. w ramach akcji "Wisła" zostali wywiezieni do powiatu Szczecinek. Opustoszałe
zabudowania wsi spalono. Zachowała się jedynie cerkiew, dziś w postaci okazałej ruiny,
otoczonej żerdziowym płotem. Z boku stoi nieźle zachowana parawanowa dzwonnica. Fasada
cerkwi niegdyś musiała być pokryta polichromią, o czym świadczą niebieskie plamy
pokrywające kamienno-ceglastą powierzchnię ściany. Drzwi zwieńczone są tympanonem,
w środku którego widnieje otwór na przestrzał po rozecie. Po prawej stronie wejścia
tkwi samotny, żeliwny krzyż stabilnie przymocowany do muru. W oknach już od dawna
nie ma szyb, jedynie gdzie niegdzie zachowała się stara, zardzewiała kratownica.
W najlepszym stanie jest prawa ściana, lewa rozsypuje się i ginie wśród liści porastających
ją krzaczorów. Za cerkwią był cmentarz, z którego ocalało zaledwie kilka nagrobków.
Leniwie suną po nich stadka winniczków.
Ruiny cerkwi znajdują się na górze. W dole, wzdłuż potoku Krywiec ciągnęły się wiejskie
domostwa. Wystarczy pokręcić się trochę po okolicy, przyzwyczaić wzrok do nierówności
terenu i już po chwili można wyłowić zarysy dawnych zabudowań. Wyraźne podmurówki,
kilka dobrze zachowanych ziemianek, fragmenty starych maszyn, metalowych naczyń.
Wokół panuje wszędobylska cisza, jedynie co jakiś czas przerywana pohukiwaniem turystów,
którzy w ten sposób nawiązują nudną konwersację z echem. Po drugiej stronie wzgórza,
w dole, rozpościera się dość duży staw zarośnięty szuwarami, a w oddali majaczą
dachy jedynego w tym miejscu gospodarstwa agroturystycznego - u Tosi.
Droga powrotna pnie się pod górę. Przedzieramy się przez chaszcze i przysiadamy pod
rozłożystymi, rozłupanymi na pół drzewami.
Wieczorem, lekko strudzeni, z przyjemnością chrupiemy placek po bieszczadzku i zapijamy
go zimnym piwem.
Nazajutrz jest piękniej i cieplej niż poprzedniego dnia. Pomału pogoda klaruje się
i tylko szkoda, że za chwilę trzeba będzie wracać do domu.
Wczesnym przedpołudniem jedziemy nad Sine Wiry i Szmaragdowe Jeziorko. Do Monasteru
i Terki droga nie sprawia zbytnich kłopotów, potem zaczynają się paskudne wyboje.
Ludzi sporo, bo i szlak niezbyt trudny, w sam raz na rodzinny spacer. Nad Szmaragdowym
Jeziorkiem tłumy. Jedzą, piją, lulki palą, cykają pamiątkowe zdjęcia. Łazimy to tu,
to tam. Przysiadamy to na jednym, to na drugim kamieniu. W końcu zarządzamy odwrót.
Kierunek Tworylne - ostatnia na naszym szlaku osada Łemków. Krętą drogą, raz wspinającą
się na szczyty, innym razem stromo opadającą w dół, wędrujemy w kierunku ruin cerkwi.
Po lewej stronie błyska w słońcu San. Po prawej - mijamy stare sady z rachitycznymi,
połamanymi drzewami porośniętymi szaroniebieską plechą. Po godzinie docieramy na
miejsce. Na przedpolu rozłożystej doliny stoją dwa stare domostwa - kamienne, na
wysokiej podmurówce, porośnięte bujną roślinnością. Tuż za nimi rozciąga się jezioro
utworzone na rzece przez bobry. Między szuwarami widać potężne żeremie. Po wąskich
deskach przerzuconych przez podmokły teren przedostajemy się do cerkiewnej dzwonnicy.
Poza nią nie ostało się już nic. Siedzimy w miejscu, w którym kiedyś prawdopodobnie
była cerkiew. Wokół ślamazarnie suną ślimaki. Wiatr szumi w konarach drzew owocowych.
Czekamy, aż słońce zbliży się do linii horyzontu i ciepłą poświatą otoczy rosochate
drzewa rosnące wzdłuż potoku.
Opuszczając doliną, raz po raz oglądamy się za siebie z nadzieją, że uda nam się
na dłużej zachować jej obraz w pamięci. A potem składamy sobie solenną obietnicę,
że niezależnie jak będzie, za roku lub za dwa lata wrócimy w to miejsce, jeśli nie
Tworylnego, to na pewno do Krywego.
Wszystkie zdjęcia dostępne są w postaci plików w wysokiej rozdzielczości z przeznaczeniem do publikacji oraz
w formie powiększeń do wystroju wnętrz. Prezentowane fotografie stanowią jedynie mały fragment kolekcji.
Jeżeli szukasz innego ujęcia to napisz. Serdecznie zapraszam do współpracy!
© Adam J. Ławnik